środa, 12 sierpnia, 2020
Flesch Mazowsza

Epidemia, zaraza, morowe powietrze

Pomimo narastającej epidemii koronawirusa i wstrzymaniu szeregu wydarzeń w grodziskich placówkach kulturalnych wykład „Dzieje wielkich epidemii” – jako chyba ostatni – odbył się jeszcze zgodnie z planem. Dr nauk medycznych Hanna Celnik opowiadała o chorobach zakaźnych, jakie na przestrzeni wieków szerzyły się w Europie. Aby uczynić zadość aktualnym wskazaniom epidemiologicznym słuchacze, przybyli całkiem licznie do sali koncertowej Mediateki, rozsadzeni zostali w bezpiecznych odległościach od siebie.

Choroby zakaźne towarzyszą ludzkości od jej początków, tak więc epidemii w dziejach było bardzo wiele. Ofiarą choroby zakaźnej – ospy prawdziwej – był faraon Ramzes V, władca starożytnego Egiptu w drugim tysiącleciu przed naszą erą. Jego mumia wykazuje wyraźne ślady zarażenia ospą. Przypadki chorób zakaźnych odnotowano już na papirusach oraz na glinianych tabliczkach z pismem klinowym. Sama nazwa „epidemia” powstała w starożytnej Grecji, a jej autorem był Hipokrates, najbardziej znany lekarz czasów antycznych.

Wysoka śmiertelność

Epidemie przetaczające się onegdaj przez Europę cechowała bardzo duża liczba zachorowań, ciężki przebieg choroby i bardzo wysoka śmiertelność. Najstraszniejsza epidemia dżumy, która szerzyła się w Europie w XIV wieku, zmniejszyła populację kontynentu co najmniej o 1/3. Dość powiedzieć, że płucną odmianę dżumy cechowała śmiertelność stuprocentowa, aczkolwiek jej odmiana dymienicza rokowała już większe nadzieje na wyzdrowienie. Zdarzały się i niewytłumaczalne przypadki, gdy ksiądz i notariusz wezwani do ostatniego namaszczenia chorego oraz spisania jego ostatniej woli umierali po tej wizycie w tempie piorunującym, gdy tymczasem chory zdrowiał.

Metody walki: modlitwa i izolacja

Wznoszono modlitwy do św. Sebastiana i św. Rocha, jako patronów tych, którzy cierpią na choroby zakaźne. Tradycyjna modlitwa zawierająca frazę: „Od powietrza, głodu, ognia i wojny wybaw nas Panie” pokazuje hierarchię ważności plag, które dręczyły ludność dawniejszych czasów. Przez Europę Zachodnią podczas epidemii dżumy z miasta do miasta wędrowały pochody biczowników – członków bractw religijnych, którzy obnażali się do pasa i nawzajem biczowali w ramach pokuty za grzechy. Najprawdopodobniej do Polski czternastowieczna dżuma nie dotarła, choć historycy nie mają tu pewności.

Praktykowaną metodą podczas dawniejszych epidemii była całkowita izolacja zarażonych wraz z pozostałymi domownikami – okna i drzwi domu dotkniętego zarazą zabijano z zewnątrz deskami i oznaczano krzyżem. Izolowano całe dzielnice, zamykano całe miasta. Lęk przed śmiercią w cierpieniu powodował, że o ile kto mógł, salwował się ucieczką, jako jedyną drogą ratunku. W sytuacji zarazy nakazywano ceremonie pogrzebowe ograniczać do minimum i kopano bardzo głębokie groby, aby zapobiec wydobywaniu się spod ziemi szkodliwych „miazmatów”, roznoszonych przez wiatr. Często zresztą nie było komu chować tak dużej ilości zmarłych – w średniowiecznej dotkniętej zarazą Francji Papież poświęcił rzekę przepływającą przez Avinion i do jej nurtu wrzucano zwłoki.

Upadek moralny i pogromy Żydów

Obok choroby szerzył się też upadek norm moralnych, rozkwitała nieufność wobec obcych, innych, cudzoziemców. Jeżeli na jedynej prowadzącej do wsi drodze pojawił się ktoś obcy, zabijano go nie pytając kim jest, ani w jakim celu przychodzi. Pierwsze pogromy Żydów w Europie związane były z epidemią dżumy, gdy ludność żydowską oskarżono o zatrucie studni.

Wiek XVIII to z kolei prymat ospy prawdziwej – chorowano na nią tak często, że o urodzie kobiecej decydował już sam brak śladów po ospie na twarzy, a w cenie było „gładkie lico”. Sama ospa nie była aż tak groźna, o ile nie wystąpiły powikłania. Te jednak występowały często i miały najróżniejsze i daleko idące skutki, włącznie z trwałą ślepotą i głuchotą. Oszacowano, że co trzeci zmarły w XVIII wieku zachorował na ospę prawdziwą.

Przez całe wieki borykano się z niewiedzą odnośnie sposobów przenoszenia chorób zakaźnych – bakterie zaczęto identyfikować dopiero w latach 40-tych XIX wieku, a rozpoznanie wirusów to dopiero zasługa wieku XX.

Jednymi z pierwszych ofiar wielkich epidemii byli zwykle przedstawiciele służby zdrowia – medycy, akuszerki, ci którzy pomagali w leczeniu chorych i zarażali się najszybciej. Dopiero wynalezienie szczepionek, sulfonamidów i w końcu antybiotyków uwolniło ludzkość od wielkich epidemii, których skala była nieporównywalnie większa od współczesnych.

Tekst i foto: Sylwia Pańków

Like this Article? Share it!

About The Author

Comments are closed.