środa, 12 sierpnia, 2020
Flesch Mazowsza

Lokomotywy parowe, mosty kolejowe, torowiska

Do 7 lutego w Poczekalni PKP obejrzeć można zjawiskową wystawę fotografii kolejowej, będącą widomym efektem wspólnej pasji syna i ojca: Krzysztofa i Sebastiana Łuczywo. Na zorganizowanym 10 stycznia wernisażu opowiadali oni – zarażając innych swoją fascynacją – o kulisach powstania fotografii i filmów, których motywem przewodnim jest kolej, ta współczesna i ta już zabytkowa.

Jak powstaje taka pasja?

Sebastian Łuczywo – ojciec – jako dziecko mieszkał blisko ruchliwej linii kolejowej. Przyzwyczaił się, że nocne światła przejeżdżających parowozów rozświetlały jego pokój, a każdy odgłos lokomotywy docierał do ucha. Krzysztof Łuczywo – syn – jako trzymiesięczny już niemowlak zwiedzał z ojcem słynny skansen kolejowy w Jaworzynie Śląskiej. Jak podkreśla, od tego momentu ta „świątynia kolejowa” już na zawsze pozostała jego „Mekką”. A każdy spacer synka z ojcem musiał prowadzić przy torach.

Ojciec fotograf podjął decyzję, że przyłącza się do kolejowych pasji i eksploracji dorastającego syna, bo okazały się one wyjątkowo trwałe. Syn od momentu, gdy dostał od ojca profesjonalny aparat zaczął systematycznie – artystycznie, twórczo, świeżym okiem, ale i z pietyzmem – fotografować motywy kolejowe.

Trzeba podkreślić, że sprawy ułatwia im miejsce zamieszkania. Mieszkają na Dolnym Śląsku – to kraina rozległa, ponadprzeciętnie malownicza i obfitująca w zabytkową, wprost bajeczną, infrastrukturę kolejową. W 1945 roku Polska wchłonęła, silnie tam rozwiniętą, poniemiecką sieć kolejową, wraz z taborem w dobrym stanie technicznym. Co więcej, Niemcy historycznie rozwijali trasy kolejowe liniowo, prąc wprost przed siebie – co oznacza, że drążyli tunele i budowali mosty kolejowe. Te piękne obiekty inżynieryjne do dziś ubogacają krajobraz, za jednym zamachem i przyrodniczy, i kolejowy. Po upadku komunizmu szybko powstała świadomość, że tamtejsze koleje to zabytki – zatem nie wyburzano parowozowni, zakładów naprawczych. A to uchroniło też parowozy.

Malownicze trasy

Dla początkujących, którzy chcieliby eksplorować Dolny Śląsk z perspektywy kolejowej, wskazówki Krzysztofa Łuczywo są proste: trzeba zacząć od dworca we Wrocławiu – i pojechać pociągiem do Szklarskiej Poręby, do Jeleniej Góry, Kotliny Kłodzkiej, w Karkonosze, do Wałbrzycha.

Wyjątkowa jest linia kolejowa z Jeleniej Góry do Lwówka Śląskiego – 2 lata temu zamknięta, obecnie niszczeje, czeka na decyzje. Ale – można wysiąść na stacji Piechowice-Zapora i przejść trasę pieszo, torowiskiem, rdzewiejącym mostem. Zobaczymy wtedy, jak przyroda pochłania cywilizację – z tuneli i mostów korzystają zwierzęta, już wyczuły tę dzikość, że cywilizacja odeszła, nad torami kołują orły bieliki.

Fotografowanie kolei w krajobrazie to istne „safari z obiektywem” – trzeba szybko jechać za pociągiem, niejednokrotnie po polach, aby „złapać” widok na wiadukt czy most, uchwycić „ten” moment, we właściwej sekundzie nacisnąć przycisk aparatu. Trzeba wykorzystać warunki pogodowe, które „robią” piękno krajobrazu. Czasem wstać o 4 rano, bo wtedy będzie przejeżdżał pociąg „w malowaniach” historycznych – w różnych latach różnie dysponowanych przez PKP: biało-czerwonych, zielonych, z żółtym czołem. Dla pasjonatów to gratka, bo czynnych pociągów o tych wzorach jest w Polsce tylko kilkanaście.

Pasjonaci piękna parowozów

Fascynaci kolei wczytują się w mapy, wyszukują widoki, monitorują wydarzenia kolejowe na fb, mają na oku pociągi specjalne, znają ich historię – jak np. międzywojennej niebotycznie drogiej „Luxtorpedy” czy poznańskiej „Pięknej Heleny”. Jeżdżą po Polsce na gale kolejowe – obowiązkowo na doroczną paradę parowozów w wielkopolskim Wolsztynie. Wtedy w miasteczku, w którym ostała się jedyna czynna parowozownia w Europie, można zobaczyć przejazd takich rodzynków, jak parowóz z Anglii z 1873 r.

Co jest aż tak fascynującego w parowozach? Dlaczego „poluje się” aparatem na te cenne „zdobycze”? Dym – to on jest integralną częścią parowozu, nie aż tak nieekologiczną, jak się wydaje, bo w większości zawiera parę wodną. Piękno parowozu w pełni ujawnia się w kłębach dymu. Lokomotywa parowa zdaje się posiadać duszę, która przyciąga, wydaje z siebie dźwięki, których próżno szukać u lokomotywy spalinowej czy elektrycznej. O parowóz trzeba dbać jak o dziecko, trzeba włożyć dużo pracy w jego obsługę – np. co 50 km smarować elementy ruchome. „A im więcej dbasz, tym więcej kochasz”.

Koleją od gór do morza

Krzysztof i Sebastian Łuczywo podróżując, zawsze gdy mogą, wybiorą kolej. Ich podróże wakacyjne, dokumentowane zdjęciami, dowodzą, że Polskę da się zjeździć koleją od gór do morza. Można to robić ozdobnym zygzakiem z zachodu na wschód i jednocześnie z północy na południe – albo bardzo szybko, jednego dnia plażując nad morzem, drugiego pozując na tle gór. Największa przygoda, prawdziwa wyprawa to stare „oldskulowe” składy, brak wygód, siedzenie na podłodze. Zamiast klimatyzacji – otwarte okna i wiatr we włosach. Im mniej komfortu, im bardziej niewygodnie, tym bardziej podróż się zapamiętuje.

***

Kolejowi fotografowie i podróżnicy prowadzą blog, mają kanał na youtube oraz stronę na fb: https://www.facebook.com/KoLeJowAStrOnAmOcY/

Na fb warto obejrzeć m.in. film kolejowy ich autorstwa o dworcu w Grodzisku. Ci, co się jeszcze nie zakochali w naszym dworcu Kolei Żelaznej Warszawsko-Wiedeńskiej, zrobią to ani chybi teraz.

Tekst i foto: Sylwia Pańków

Like this Article? Share it!

About The Author

Comments are closed.